Chuck and Sarah – neverending story?! Część dwunasta

Witam! Zapraszam na, jak do tej pory, najlepszą, najciekawszą i najdłuższą część opowiadania. Więcej oczywiście w rozwinięciu!

 

 

 

 

neverending_story

 

Chuck kontra Ostatni koncert

 

Waszyngton, dwa tygodnie później…

– Eh, jak dobrze, że załatwiliśmy sobie od Shawa przepustkę na ten koncert dla prezydenta. Takiej okazji nie mogliśmy przepuścić – Lester był zadowolony, że znajdował się jeszcze dalej od Tonego, mimo że agenci opuścili ich już wcześniej w celu poszukiwania kryjówki Iluminatów.
– Wchodzicie za 30 sekund – usłyszeli głoś dyrektora koncertu charytatywnego, organizowanego przez samego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

***

– Przed państwem piosenka Queen, Show Must Go On w wykonaniu Jeffster! Wielkie brawa!

Gdy w blasku reflektorów oraz różnokolorowych laserów na scenę wchodził duet z Buy More, przed nią panowała wielka wrzawa. Dziewczyny na widok swoich idoli i bohaterów miłosnych fantazji piszczały niemiłosiernie. Nagle każdy usłyszał charakterystyczną melodię piosenki nieśmiertelnego Freddiego. Jeff szalał na scenie z gitarą w ręku, a Lester rozpoczął swój charakterystyczny taniec, który został ochrzczony przez fanów mianem hinduskiego baletu. Swoją popularnością dorównywał prawie pamiętnemu Gangnam style. W loży dla VIPów popisy Jeffster oglądał sam prezydent Stanów Zjednoczonych.

– Kto zaprosił tych dwóch idiotów tutaj? – zapytał, swojego doradacy, Obama.
– Ależ panie prezydencie! To jeden z najpopularniejszych zespołów na świecie! – doradca, który był wielkim fanem Jeffster, poczuł się urażony.
– Katastrofa – odpowiedział znudzony Obama, który jeszcze nie wiedział, że jego słowa będą aż tak prorocze.

Na scenie nadal tańczył Lester. Po kilkudziesięciu sekundach wstępu w końcu zaczął:

– Empty spaces – what are we living for? Abandoned places – I guess we know the score? On and on…
Does anybody know what we are looking for ? – w jego głosie słychać było wiele autentyczności i bólu – Another hero, another mindless crime. Behind the curtain in the pantomime. Hold the line! Does anybody want to take it anymore. – cisza. Lester przestał śpiewać, muzyka również nie niosła się dalej. Wszyscy z oczekiwaniem patrzyli na Jeffster i nagle – Show must go on!!

Tłum wiwatował, tańczył i podziwiał duet z BuyMore. Do tłumu przyłączyli się również ochroniarze, którzy stracili czujność. Nieuwagę wykorzystał mały brodacz ubrany na czarno. Dość łatwo przekradł się pod wejście na scenę i dwoma, szybkimi ciosami obezwładnił jednego z nich. Popatrzył się na fanów Jeffster i ich samych. Wszyscy doskonale się bawili. Świetny kontakt z publicznością znacznie poprawił atmosferę na zazwyczaj sztywnych koncertach charytatywnych.

– Zasłużyliście na tę sławę. Przyjaciele… – łzę spływającą po policzku przetarł skórzanym rękawem kurtki. Szybkim krokiem ruszył na scenę.

***

– Does anybody know what we are living for? – wyśpiewał Lester, gdy nagle, przed nim zjawił się mały brodacz.
– Nie wiem… Nie mam pojęcia po co żyję… – powiedział Grimes.
– Morgan? Jakim… – nie dokończył.

Brodacz mocno złapał Lestera za włosy. Gwałtownym i silnym ruchem rąk przekręcił głowę Patela w prawo. Wszyscy usłyszeli w głośnikach dźwięk skręconego karku. Tłum z przerażeniem patrzył się na Morgana, który właśnie puścił bezwładne, pozbawione życia ciało ich idola. Brunet nie czekał długo na kolejny ruch i wyjął z kabury broń, którą wymierzył w drugiego członka Jeffster.

– Morgan?! Dlaczego to zrobiłeś?! Moooorgan!!! – Jeff zaczął biec w stronę swojego przyjaciela.
– Przepraszam, Jeff. Nie mam wyboru. – Grimes wystrzelił.
Siła odrzutu sprawiła, że Barnes przeleciał kilka metrów nad ziemią. Morgan podszedł do martwego przyjaciela, ukucnął i zamknął, już nic nie wyrażające, oczy.

***

Trzy dni wcześniej…

Morgan wykorzystał swoją zwinność oraz lukę w gardzie Colta i szybkim, silnym prawym podbródkowym posłał czarnoskórego agenta na deski. Usłyszał odgłosy klaskania w dłonie. Był to Brown, który obserwował postępy Grimesa:

– Brawo, brawo. Pokonał pan nawet mojego najlepszego agenta – generał spoważniał i surowym wzrokiem spojrzał na Brodacza. – Lecz to mnie nie satysfakcjonuje. Nie wyzwoliłeś jeszcze nowej, pełnej mocy Intersekta.
– Nowa moc? O czym ty mówisz Brown? Jesteś szalony – Morgan próbował zyskać trochę czasu.
– Nie udawaj głupszego niż jesteś, Grimes. Wersja ta jest identyczna z tą, jakiej używa twój przyjaciel. Mogę się założyć, że Bartowski junior coś wspominał o nowej, wspaniałej mocy.
– On nie ma obsesji na punkcie jakiejś tam mocy!
– A Star Wars? – Brown roześmiał się głośno i szyderczo.
– Ty..

Morgan uruchomił przebłysk i szybko ruszył w stronę generała. W odpowiednim momencie wyskoczył w górę i zamierzał prawą nogą uderzyć swojego wroga. Nagle, poczuł przeszywający, ogromny ból w głowie. Z dość dużej wysokości spadł na zimną i twardą posadzkę.

– Cholera, co się dzieje?! – wykrzyczał.
– Sądzisz, że oddałbym Ci Intersekta, ot tak? – odpowiedział Brown. – Bez możliwości jego kontroli? Być może przeceniłem twoje możliwości intelektualne. Ilekroć spróbujesz się przeciwstawić, ja wykorzystując urządzenie skonstruowane dzięki uprzejmości Stephena powstrzymam cię i z przyjemnością popatrzę jak zwijasz się z bólu. Niezbyt przyjemne uczucie, prawda? – na twarzy Browna pojawił się szyderczy uśmiech. Generał wyjął z kieszeni malutką rzecz przypominającą pilot do autoalarmu w samochodach.
-Muszę zastanowić się nad nazwą dla tego cudeńka, lecz na razie… – skierował wzrok pełen pogardy oraz nienawiści na Grimesa i nacisnął przycisk na urządzeniu.

Morgan wydał z siebie przerażający i donośny odgłos bólu. Brown z nieukrywaną satysfakcją patrzył na cierpienia trzeciego, ludzkiego Intersekta.

– Kiedyś… cię… zabiję… skurwysynu… – ledwie wydusił z siebie Morgan.

Generał jeszcze raz nacisnął przycisk. Kolejny krzyk bólu i rozpaczy małego Brodacza rozniósł się po pomieszczeniu.

– Tak nie dojdziemy do konsensu, panie Grimes. Mogę tak w nieskończoność, jednakże w końcu usmażę panu mózg, a tego ani ja, ani pan nie chcemy, zgadza się?
– Nawet… jeśli… – Morgan spróbował wstać, lecz sił starczyło mu jedynie na etap klęczenia i podpierania się rękoma. Na podłogę co chwilę spadały krople potu. -… Chuck wspominał coś… o nowej mocy.. to jemu odkrycie jej.. zajęło ponad rok… – Brown z zaciekawieniem spojrzał na swojego więźnia. – Jeśli tak pragniesz potęgi… to dlaczego nie wgrałeś sobie trójki?! – wykrzyczał Grimes.
– Tak… to byłoby najlepsze rozwiązanie – przyznał generał. – Niestety z badań i symulacji wynika, że mój mózg nie jest w stanie przetworzyć wielkiej ilości danych jaką niesie ze sobą Intersekt. Nie wiem dlaczego tak słaby, malutki, głupi człowieczek jak ty to wytrzymuje – przerwał na chwilę. – Mniejsza z tym. Wie pan o mocy tej wersji. Sądziłem jednak, że będzie pan bardziej skory do współpracy – Brown skinął na Colta. – Będę musiał podjąć specjalne kroki, niestety. Zapamiętaj, że ja tego nie chciałem i to jest tylko i wyłącznie pańska wina.

Colt próbował pomóc Morganowi, lecz ten odepchnął go i wstał o własnych siłach. Droga przyszła mu z niemałym trudem. W duszy przeklinał dzień, w którym dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel jest szpiegiem i Intersektem. Gdy weszli do kolejnego pokoju zobaczył w nim następne pomieszczenie, w ścianie którego znajdowała się szyba. Wyglądało mu na to salę przesłuchań.

***

Przed sceną zaczęła się panika. Wielki tłum zgromadzony na koncercie szalał z przerażenia. Nikt nie zwracał uwagi na małe, płaczące dzieci, które raz po razie były przewracane. Ich matki krzyczały z rozpaczy nie mogąc sobie poradzić z zaistniałą sytuację. Morgan patrzył na te wydarzenia z przerażeniem w oczach. Był wściekły na swoją bezsilność i rolę jaką odgrywał w planie Browna.

– Panie prezydencie, musimy pana stąd ewakuować! – krzyknął jeden z ochroniarzy.
– Jeszcze chwilę! – Obama spojrzał w kierunku sceny, na której stał Grimes – Skurczybyk! Poznaję go! – wykrzyczał, po czym zwrócił się do szefa ochrony. – Dexter przekaż wszystkim, ale to wszystkim jednostkom, aby pochwyciły tego terrorystę żywego! Powtarzam, żywego!

Dexter o słusznej posturze, rudych włosach i twarzy głupka posłusznie wykonał rozkaz, informując przez krótkofalówkę wszystkich agentów o zadaniu. Dlaczego złapanie jakiegoś terrorysty jest ważniejsze od ewakuacji prezydenta i ludzi? Przecież ten brodaty szaleniec może w każdym momencie zacząć strzelać, myślał. Tymczasem w domu Dextera jego matka z dumą spoglądała na zdjęcie głupkowato wyglądającego syna. Nikt, patrząc na twarz i gabaryty jej potomka, nie wróżył mu lepszej przyszłości od roli osiedlowego półgłówka i debila. W pierwszych latach życia rudowłosego chłopca, sceptycy nie mylili się, lecz gdy ten podrósł i nauczył wykorzystywać swój głupkowaty wygląd, jego kariera potoczyła się w zawrotnym tempie. W college i uniwersytecie miał ułatwione zadanie, gdyż profesorowie nie uznali Dextera za wartego uwagi. Sądzili, że debilowaty uczeń nie wpadnie nawet na pomysł przygotowania ściąg. Jak myśleli, poprzednie, pozytywne oceny wynikały jedynie z łutu szczęścia i jakiegoś niewyobrażalnie szczęśliwego układu gwiazd. Dexter, bez skrupułów wykorzystywał naiwność wykładowców oraz przyszłych pracodawców, dzięki czemu w zawrotnym tempie piął się w górę. Podobnie sprawa wyglądała podczas pracy w agencji ochrony. Przestępcy nie zwracali uwagi na głupkowatego Dextera, a ten mając potężne gabaryty, dłonie jak bochny chleba, w których drzemała zdolna powalić jednym ciosem dwóch braci Kliczko, Pudzianowskiego i Najmana jednocześnie, nie dawał szans złoczyńcom. I tak trzy dni temu, Dexter, w wieku dwudziestu sześciu lat, został najmłodszym szefem ochrony prezydenta w historii. Dumnie wyprostowany, dłubiąc w nosie patrzył jak nieznany mu z imienia i nazwiska brodaty terrorysta siłował się z ochroniarzem o broń skierowaną w przeciwnym kierunku do Dextera, zupełnie niezamierzenie wystrzeliła. Kula, kilkukrotnie zmieniła trajektorię lotu, raz po razie obijając się o metalowe konstrukcje, z których została zbudowana scena. W końcu znalazła swój cel i utkwiła w głowie rudowłosego. I tak, Dexter, w wieku dwudziestu sześciu lat został najkrócej urzędującym szefem ochrony w historii, potwierdzając, że każda reguła ma swój wyjątek, a głupi nie zawsze ma szczęście. Niczego nieświadoma matka pocałowała zdjęcie synka, śmiejąc się w duszy z ludzi, którzy przekreślili go już chwilę po urodzeniu.

Po chwili szoku, z którego w końcu otrząsnął się prezydent Obama, powiedział do swoich podwładnych:
– Stójcie! Nie atakować! Grimes… On chce coś powiedzieć!

Wszyscy skierowali wzrok na Morgana, który stał już przy mikrofonie.

***

Do pokoju przesłuchań wprowadzono kobietę i dziecko z czarnymi workami na głowie. Grimes spodziewał się najgorszego i gdy zdjęto lniane nakrycie, Morgan rzucił się w kierunku szyby, próbując ją zbić. Nagle po raz kolejny, poczuł nieznośny ból w głowie.

– Spokojnie – powiedział Brown. – Na razie pani Grimes i mały Chuck nie mogą wiedzieć, że wrócił pan do świata żywych.
– Dlaczego?
– Tylko na taką reakcję cię stać? Bezmyślne rzucenie się na szybę, chociaż dobrze wiesz, że nas nie widzą i głupie pytanie dlaczego? Żałosne, nawet jak na ciebie. Już mówiłem Grimes to tylko i wyłącznie twoja wina. Brak współpracy doprowadził do sytuacji, w której ukochana żona i syn są o krok od śmierci.
– Czego chcesz? – Grimes bezradnie spuścił ręce wzdłuż bioder.
– Za trzy dni na koncercie charytatywnym, organizowanym przez prezydenta, będzie występował Jeffster. Zabijesz ich na oczach całego kraju. Obamę, przynajmniej na razie zostawimy w spokoju.
– Nie mogę ich zabić! Czym ci zawinili?! To moi przyjaciele!
– I właśnie dlatego ich sprzątniesz – Brown przerwał Morganowi – A poza tym beznadziejnie śpiewają i są niezwykle denerwujący. Jeśli czegoś spróbujesz, mam na myśli ucieczkę, czy samobójstwo to twoja rodzina zginie.
– Mogę się z nimi zobaczyć? – spytał Morgan.
– Na razie nie. Lepie będzie dla ciebie, jeśli na tej misji uaktywnisz moc Intersekta. W przeciwnym razie zajmniesz się Ellie, Devonem i Clarą. A tego Chuck ci nie wybaczy, prawda? – Brown uśmiechnął się paskudnie i zwrócił do Colta. – Zaprowadź go do celi. Ma trzy dni na przemyślenie swojego zachowania. Tymczasem ja muszę odwiedzić mojego drugiego, ulubionego więźnia.

Gdy Colt z Morganem przechodzili przez drzwi Brown odezwał się jeszcze raz:

– Zapomniałbym, po zabiciu tych dwóch palantów zwrócisz się z małym przekazem dla publiczności.

***

– Nie musicie uciekać – powiedział Grimes. – Nikogo już nie zabiję – tłum ludzi, nie wiedzieć czemu, zatrzymał się w swoim szaleństwie i patrzył ze zdziwieniem na Morgana, który mówił dalej. – Rząd okłamywał was przez ostatnie lata, mówiąc, że jedynie ciężką pracą możemy wyzwolić ten kraj z kryzysu! Istnieje komputer – Intersekt, dzięki któremu w ułamku sekundy stajemy się geniuszami! – tłum ludzi parsknął ze śmiechu, lecz gdy Morgan powtórzył to zdanie w kilkunastu językach zamilkli. – Moja organizacja zamierza udostępnić Intersekta za darmo. Naszym celem jest odbudowanie potęgi Ameryki! – wykrzyczał, po czym sprawnie zeskoczył ze sceny i rzucił się do ucieczki.

***

– Panie prezydencie, co robimy? – doradca był wyraźnie zdziwiony rewelacjami Morgana.
– Cholerny krasnal – warknął Obama. – Dlaczego Brown nie zajął się tym?! Miał zatuszować sprawę Intersekta! – powiedział do siebie, a następnie zwrócił się do ochroniarza. – Teraz nie mamy wyjścia. Musicie go zabić!

***

Drużyna Shawa z osłupieniem patrzyła w telewizor, śledząc wydarzenia w Waszyngtonie. Twarz Chucka nie wyrażała zupełnie niczego.
– Przecież to niemożliwe, że Morgan przeżył! – pierwszy odezwał się Casey. – Widzieliśmy jak umierał…
– Tak sam, gdy myśleliśmy, że zabiłeś Bryce’a, a Chuck Shawa – odpowiedziała Sarah. – Iluminaci mają na usługach najlepszych specjalistów.
– Ale dlaczego to robi? – zapytała Ashley. – Dlaczego zabił przyjaciół i ujawnił Intersekta?
– Ten skurwysyn Brown za to zapłaci! – wykrzyczał Chuck, który w końcu otrząsnął się z szoku, tym razem na twarzy wymalowaną miał wściekłość. – Morgan został do tego zmuszony i na pewno ma to związek z porwaniem Alex! – spojrzał pełnym nienawiści wzrokiem na Tonego. – Mówiłem, że z nami będą bezpieczniejsi. Niepotrzebnie przenosiliście ich do innej bazy!
– Chuck! Uspokój się – powiedział milczący do tej pory Shaw. – Musimy nakreślić nowy plan działania i przede wszystkim odnaleźć bazę Iluminatów.
– Szukamy jej od tygodnia i nie mamy nawet najmniejszej poszlaki – odezwał się Tony, który pierwszy raz w życiu miał poczucie winy.
– Jednak będę musiał skorzystać z tego. Szkoda, myślałem, że zaskoczę was tym inaczej – powiedział Chuck wyraźnie akcentując tego oraz tym i spojrzał z uśmiechem na Ashley.
– Tego? Co to znaczy? – zapytał Casey.
– Zobaczycie – powiedziała równie tajemniczo agentka Francis.

***

-Stephen, Stephen – powiedział Brown. – Przepraszam, że cię tak zaniedbywałem ostatnio, ale wiesz, praca z takim imbecylem jak Morgan jest wyczerpująca. Na dodatek jeszcze nie uruchomił nowej mocy – generał bezradnie rozłożył ręce.
– Widocznie jego mózg nie przystosował się w stu procentach. Daj mu trochę czasu. – burknął Bartowski.
– Nowej mocy? Ktoś mi w końcu wyjaśni o co chodzi? – Hartley włączył się do rozmowy.
– Stephen, będziesz tak uprzejmy i zdradzisz Volkoffowi tę słodką tajemnice?
– Nie nazywaj mnie tak! – warknął Hartley.
Bartowski i Brown zupełnie nie przejęli się tą uwagą. Stephen zaczął mówić:
– Dotychczas Intersekt wpływał tylko na obszar pamięci użytkownika, stąd możliwość tworzenia nowych tożsamości, czy znajomość kung fu lub języków. 3.0 jest dużo potęższniejszy. Po pierwsze człowiek korzysta z dziesięciu procent możliwości mózgu, ta wersja zwiększa to do pięćdziesięciu. Czyni zatem użytkownika nieprzeciętnie inteligentnego, sprytniejszego, zwracającego uwagę na każdy szczegół, dlatego może on usłyszeć i dostrzec lecącą kulę wystrzeloną nawet z kilometra – Hartley z zaciekawieniem i podziwem słuchał Stephena. – Teraz najważniejsza kwestia podczas przebłysku: Intersekt wpływa również na kod genetyczny, zmieniając w ten sposób możliwości fizyczne użytkownika. Staje się on kilkanaście razy szybszy, silniejszy i wytrzymalszy od przeciętnego człowieka. Jednakże 3.0 jest wysoce niebezpieczny. Chuck i Morgan są jedynymi użytkownikami, którzy przeżyli z nim dłużej niż tydzień. Reszta z testowanych, a były ich tysiące umierali następnego dnia.
– Niesamowite…
– Prawda? – Brown przerwał Hartleyowi. – Bardziej jednak interesuje mnie kwestia nowej tożsamości. Potrzebuję mianowicie dwóch. Masz cztery dni. – generał podał Bartowskiemu kartkę z wytycznymi. – Postaraj się Stephen, liczę na ciebie.

***

Szóstka ochroniarzy miała na muszce. Morgana, który stał z rękoma podniesionymi w górę. Oddali strzał w tym samym momencie. Cholera, to mój koniec, pomyślał Morgan. Zamknął oczy i poczuł się dziwnie. Przebłysk? Taaaak, ale inny niż zwykle. Czyżby? Otworzył oczy. Wszystko zwolniło, wyraźnie widział sześć kul, zmierzających w jego kierunku. Odskoczył i w ciągu sekundy zjawiły się koło przeciwników, których pokonał w mgnieniu oka. Spojrzał na swoje ręcę.
– Nowa moc Intersekta? Ciekawe… – powiedział do siebie.

***

Dzień po wydarzeniach w Waszyngtonie

– Co ty kombinujesz, Brown? – spytał Hartley.
– Teraz, z przyjemnością wyjawię wam mój plan, przyjaciele – generał uśmiechnął się złowieszczo. – Planuję wgrać każdemu obywatelowi USA tę samą tożsamość i zdolności. Wyobrażacie to sobie? Ponad dwustumilionowa armia Intersektów bez żadnych uczuć, potrzeb będąca pod moją kontrolą?! W końcu zawładnę światem!
– Jesteś szalony! – wykrzyczał Bartowski. – Skoro to od początku było twoim zamiarem, po co potrzebowałeś Intersekta 3.0?!
– Ponieważ Chuck jest jedynym, który może mnie powstrzymać, a tylko ktoś z najnowszą wersją jest w stanie go pokonać. Morgan już odkrył moc 3.0, dopóki nie zna mojego planu nie ośmieli się poświęcić życia żony oraz syna. Wygrałem Stephen, a ty wykopałeś grób Chuckowi – Brown zaśmiał się złowieszczo i wyszedł z pomieszczenia.

Dwóch naukowców skutych w kajdanki bezradnie patrzyło się w plecy generała.

***

Kilka godzin później w Białym Domu…

– Generale, do cholery! Miałeś się tym zająć, zatrzeć wszelkie ślady Intersekta, pojmać każdego kto o nim wie, a teraz wszyscy ludzie na świecie wiedzą o tym przeklętym komputerze !– wściekły Obama krzyczał na Browna. – Degraduję cię, słyszysz?! Zwalniam! Wynoś się!
– Nie sądzę.

Generał wyjął z kieszeni telefon, na którym nagle zaczęły pojawiać się różne zdjęcia. Obama patrzył na nie jak zaczarowany, nie mogąc oderwać wzroku.

Ciąg dalszy nastąpi…

Komentarze (20)

  1. denis0011 napisał:

    No kurde no chce 13 cześć!! Tak mnie to wciąga

  2. qwerty napisał:

    Brakuje mi uczuc Chuck&Sarah

  3. Bubster23 napisał:

    Szkoda mi Jeffstera:(

  4. justyna007 napisał:

    No wciągnęła mnie jak żadna inna :) Gratuluję i podziwiam. Jak najszybciej 13 częśc :)

  5. Z. I napisał:

    he he Obama w „Chuck’u” :)

  6. daw2uto napisał:

    kiedy 13 czesc ?

    • PanCartoon napisał:

      Na razie dochodzę do siebie po oblewaniu udanej sesji. Niestety, mimo teoretycznego lajtu na początku semestru mam totalny zapierdziel. Połowa jest napisana i czeka na dopisanie. Ostatnia część jest skończona, pozostała tylko 14. Nie podam dokładnej daty, bo nie mam pojęcia kiedy wydam 13. Miałem nadzieję na lżejszy weekend, ale wypadło koło w poniedziałek. Mimo wszystko chciałbym przysiąść nad tym w weekend, zobaczymy jak wyjdzie.

  7. alex1004 napisał:

    Tak z innej beczki… Ma ktoś z was twittera? :)

  8. zcvb napisał:

    ogolnie w calej tej twojej historri bylo za malo chucka i sary jezeli wiesz o co kaman

    • PanCartoon napisał:

      Ano wiem, miało się to zmienić w następnej części, ale nie pójdzie, w 14. będzie lepiej, bo planuje w całości poświęcić go Chuckowi i Sarze.

  9. Bardzo fajne. Wciągnęło mnie:)

    ___________________________
    Jak ktoś szuka fajnego tła na FB to polecam lansujprofil.pl – coś z Chuck’iem też się znajdzie;)

  10. asldriano napisał:

    Szefie kiedy następna część???????????

  11. adriano napisał:

    czekam z niecierpliwością

  12. Z.I napisał:

    Wiem dlaczego Obama wygrał drugą kadencję w Intersekcie musiałabyć umiejętność przekonywania :)

  13. adriano napisał:

    Długo????????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *